• Grupa PINO
  • Prv.pl
  • Patrz.pl
  • Jpg.pl
  • Blogi.pl
  • Slajdzik.pl
  • Tujest.pl
  • Moblo.pl
  • Jak.pl
  • Logowanie
  • Rejestracja

Good Girls Don't

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
27 28 29 30 31 01 02
03 04 05 06 07 08 09
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 01 02 03 04 05 06

Strony

  • Strona główna
  • Księga gości

Archiwum

  • Styczeń 2010
  • Grudzień 2009
  • Listopad 2009
  • Maj 2009
  • Marzec 2009
  • Styczeń 2009
  • Listopad 2008
  • Październik 2008
  • Sierpień 2008
  • Lipiec 2008
  • Czerwiec 2008
  • Maj 2008
  • Marzec 2008
  • Luty 2008
  • Styczeń 2008
  • Grudzień 2007
  • Listopad 2007
  • Październik 2007
  • Wrzesień 2007
  • Sierpień 2007
  • Lipiec 2007
  • Czerwiec 2007
  • Maj 2007
  • Kwiecień 2007
  • Marzec 2007
  • Luty 2007
  • Styczeń 2007
  • Grudzień 2006
  • Listopad 2006
  • Październik 2006
  • Wrzesień 2006
  • Sierpień 2006
  • Lipiec 2006
  • Czerwiec 2006
  • Maj 2006
  • Kwiecień 2006
  • Marzec 2006
  • Luty 2006
  • Styczeń 2006
  • Grudzień 2005
  • Listopad 2005
  • Październik 2005
  • Wrzesień 2005
  • Sierpień 2005
  • Lipiec 2005
  • Czerwiec 2005
  • Maj 2005
  • Kwiecień 2005
  • Marzec 2005
  • Luty 2005
  • Styczeń 2005
  • Grudzień 2004

Archiwum styczeń 2005, strona 2


< 1 2 3 4 >

will i ever stop being myself...

Muzyczke pewnie będe zmieniać często, w zależności od humoru, głosu w środku mego ciała, szepczącego mi na dobranoc... Coś mnie natchnęło, czuję się taka... lekka... ponownie... rozwijająca płatki... silna i nowa... odrodzona... kolejne duchowe odrodziny mikii...

19 stycznia 2005   Komentarze (4)

words taken from my soul...

Muzyka z jakiegoś powodu pasuje mi do tego o czym piszę. Nie tyle ścieżka dzwiękowa, co słowa... Noel niestety zawsze będzie moją pierwszą miłością, moim wielkim błędem którego nie żałuje, zawsze... zawsze będzie moim małym chłopcem. "Babyboy", wolał kiedy go nazywałam "babe". Wolał kiedy byłam chamsko słodka. Ile razy użyłam tego słowa... znowu się uśmiecham do wspomnień i cieszę się, że mam do czegoś się uśmiechać. Nawet do swoich błędów... Wiele mnie nauczyły... Idę za nim znowu się rozczule... Ale tak to już jest... kochać i nie żądać nic wzamian bardzo trudno, ale kochać i nie być kochanym to dopiero ból... Ja go kochałam, a i on coś czuł do mnie, jestem tego pewna... Szkoda, że mam słabość do takich jak on, choć wtedy nie byłabym mikią. Ja mogę kochać tylko trudnych facetów, takich o których będę musiała walczyć, dopiero wtedy poczuję się spełniona... zupełnie jak facet... bez walki, cierpienia, nie ma prawdziwej miłości...

"U will always b my babe... "

Czarna różyczka znowu wspomina, ale już nie liczy kropel rosy tylko ilość promyków słońca które pieściły jej płatki...

19 stycznia 2005   Dodaj komentarz

sometimes i'm crazy, sometimes i'm rude &...

Heh wiele osób mi mówiło, że inaczej go sobie wyobrażało. A ja i tak, co bym nie zrobiła i do jakiego wniosku nie doszła, uważam, że jest piękny. Nie tak piękny jak kiedyś, bo wtedy był dla mnie ideałem, ba za duże uszy, śmieszny nosek, krzywi te usta kiedy jest pijany, ale ciągle... coś ma takiego w sobie, co każe mi się uśmiechnąc i przygryść wargę na jego widok. Nawet jeśli Gemma mi powtarza, że ma nadzieję, iż już wyrosłam z tej miłości do niego i tym moim zafascynowaniem, bo on wygląda jak normalny wysportowany dupek (Gemma woli typ chłopaka od którego aż tryska inteligencją i uprzejmością), ale ja mam słabość do złych chłopców. Zawsze mnie kręcą czarne charaktery, a najlepiej kiedy zakochują się w dobrych dziewczynach. Tak jak Spike w Buffy, jak Ryan w Marisa w O.C. No ale koniec o tym dupku. Zaczął mnie unikać, hehe, ale on mnie bawi. Idą z Benniem, kiedy stoję pod ich klasą od anglika(mam ang. zaraz po nich), Bennie do mnie "How's it goin?" Noel słynny numer główka w dół, bolą mnie oczy i trze te kąciki oczu. Ale się uśmiecha na mój widok, nadal mu nie przeszło. A potem tekst który już znam na pamięć "Benie, widziałeś moje zdjęcie?". On ma obsesję na swoim punkcie.

Nie pisałam wam jeszcze(tylko opowiadałam Adriankowi), że w przyszłym roku robię projekt na temat krajów którego dołąnczyły do Uni Europejskiej, skupiając się na Polsce. Moy tak się już napaliła, że nie mogę powiedzieć nie, bo ona się nawet nie pytała czy chcę robić ten projekt. Ja mam go zrobić i koniec, bo to taki świetny pomysł! Wszyscy wiedzieli, że będę robiła projekt na ten temat już przed świętami, ja się dowiedziałam WCZORAJ! Ale nie ważne, Gemma zrobi swój własny, jeszcze nie wie o czym (indywidualne mają większą szanse wygrania czegoś). Dzisiaj pojechałam do Gemmy po szkole, bo ona chora. I ona mi zdradziła w tajemnicy, że Moy chce, by Sean, Daira i Chris zrobili projekt na temat sportowy. Oczywiście się nie zgodzili, ale kiedy Gemma zaproponowała, żeby Gorman się ich zapytał, to jestem pewna, że się zgodzą. Mówię wam, jeśli my wszyscy pojedziemy za rok do Dublina, to to będzie najlepszy wyjazd w moim młodym życiu. Z Gormanem, Dairą, Seanem, Chrisem, Gemma i panią Moy, nie ma mowy o nudzie! Super by było, tylko teraz sprawa polega na tym, by ich zmusić do tego projektu... ;)

Gemma może wróci już jutro do szkoły, a ja choć zmęczona to jestem jednak w dobrym humorku. Mam nadzieję, że wróci! Bo nie mam z kim komentować ludzisk w mojej szkole i czuję się trochę samotna! Nie ma to jak przyjaciółka u boku...

 

19 stycznia 2005   Dodaj komentarz

Noel na wesoło....

Mam zdjatka Noela. Okrzyknełyśmy je z Gemmą "Noel na czysto" i "Zalany Noel". Kto chce? Bo mi się tutaj nie zmieszczą. To te zdjątka z soboty, czyli Noel akutalnie, nie fotegeniczny jak zwykle ; P Dzisiaj bardzo króciutka notka, bo mam do napisania Eire. Pozdro 4all

18 stycznia 2005   Komentarze (9)

don't try to change the world... that's an...

Wcześniej wam nie przeszkadzało, że piszę takie długie notki. Może rzeczywiście przesadzam, będę je teraz dzielić na różne notki. Ale przecież znacie mnie, wiecie, że ja inaczej nie potrafię. Dla mnie każdy szczegół jest ważny i gdyby nie to, to nie potrafiłabym tak pisać, jak piszę teraz. Nie było by opowiadań... nie było by mikii. Taka już jestem, taki jest urok mojego talentu, więc proszę, niech nikt już mi nie mówi, że mogłabym pisać krócej. Bo przykro mi, nie mogłabym...

16 stycznia 2005   Komentarze (4)

już sama siebie nie rozumiem, zgubiłam...

Jak już nie którym mówiłam, wczoraj pracowałam ponownie w hotelu. Jakaś impreza, nie wiedziałam jaka do póki nie otworzyłam wczorajszej gazety i nie przeczytałam krótkiego artykuły na temat rozdania nagród   G.A.A.(Gaelicki footbal), nie spodziewałam się żadnych młodych piłkarzy, ponieważ były to statuetki, kryształowe waze itp. rozdawane dla ludzi którzy coś osiągneli za młodu, np. zdobyli mistrzostwa dla naszej drużyny(a więc w tył aż o 25lat). Kiedy zobaczyłam, że Brian dzisiaj pracuje, strasznie się ucieszyłam, przynajmniej nie będzie nudno. Z Shoną i Carmen poszłyśmy czyścić świeczniki, kiedy skończyłam roznosić dzbanki z wodą. Pogadałyśmy sobie trochę i jakoś ta godzinka upłynęła, ludzie oczywiście jak zwykle na sale weszli z godziną spóźnienia, bo siedzieli wszyscy na głównym barze. Tego się dowiedziałam od Nikiego, bo wczoraj był jego pierwszy dzień na barze. Ponownie, uśmiech wielki na twarzy no i poleciałam do niego pogadać. Chłopak jest jak to mówią Irlandczycy "gas crack" czyli wyjechany gościu. Nawet jeśli się denerwował i musiałam go pocieszyć (ja Nikiego! gdybyście go znali nie uwierzylibyście), bo upuścił dwie butelki. Co z tego, i tak by je wyrzucili(puste już były) i mu powiedziałam, że ja też upuściłam talerz(pełen małych kanapeczek) podczas mojego pierwszego dnia pracy. Na szczęście zawsze trzeba coś upuścić.

Ludzie zaczęli się schodzić, Tina która była w mojej grupie, wskazała mi głową na coś. Spojrzałam na stolik przy wejściu, w sekcji Shony i Carmen.

-Ci to z twojej szkoły są co nie?

Uśmiechnęłam się, o tak, Paddy, Michael, Garry, Dunal(ten co kiedyś lazł za mną z Ovenem, ten porządny chłopak) no i jeszcze kilku, którzy grają ale tak strasznie się z tym gangiem nie kumplują. Tacy kumple od kufla po meczu. Noela się tam nie spodziewałam, zresztą potraktowałam to jak urozmaicenie wieczoru, nic więcej, zobaczymy co za jaja będą wyprawiać. Wszyscy w garniturach, muszę przyznać, na reszcie wyglądali porządnie(choć nie którzy ciągle jak pingwiny) ; ) Kiedy patrzyłam w tamtą stronę, by zobaczyć kto ich obsługuję(Anita, żadna inna dziewczyna nie chciała być blisko nich, dlaczego potem napiszę) zauważyłam, że albo Dunal się odwraca i na mnie patrzy, albo Paddy podnosi trochę wyżej głowę. Na kogo się patrzyli? Na mnie, gdyby Paddy nie podnosił tak tej głowy, to bym się nie skapnęła. Ale chyba się nie gapił na emerytów w mojej części i to co chwilę? Zresztą, możecie uznać, że mam obsesję na tym punkcie. Nic bardziej mylnego. Bo kiedy szłam do kuchni, zapytać jakie jest wegetiańskie danie, ON wszedł na salę, wracając prawdopodnie z łazienki i wtedy wszystko mi się poukładało, wszystko... Spojrzał na mnie z daleka, wyzywająco, ale jakoś tak... inaczej niż na codzień, zachęcająco, tak ciepło... sama nie wiem, inaczej... tak jak kiedyś... i pierwszy raz od wakacji, zrobiło mi się gorąco, a serce zaczęło bić jak szalone. Nie rozumiałam tego, nadal nie rozumiem bo szybko mi to przeszło. Ale sposób w jaki wszedł na salę, od razu patrząc w moją stronę i nie było pomyłki, że nie patrzy na mnie bo to po prostu było czuć w powietrzu... Dziwne... sama siebie nie rozumiem, bo teraz już nie czuję. Zresztą, nie ważne, ale wtedy się skapnęłam czemu oni się ciągle na mnie gapią, Noelowi nie wypadało, słynny numer "stary, weś looknij, gapi się w tą stronę?". Dunal z chamskim uśmiechem ciągle patrzył na mnie, a potem szeptał jakiemuś chłopakowi coś nad uchem, oczywiste dla mnie potem było, że chłopak w czarnym garniturze o czarnej koszuli to Noel. Wcześniej się nie domyśliłam(kolejny przykład, że mi już przeszło, bo kiedyś potrafiłam go rozpoznać po samym krzałcie głowy ;P)

Móją reakcje na te spojrzenie, szybko zmył Brian, który kiedy usłyszał jak się skarżę, że mi za gorąco, polazł za mną do cold roomu(takiego wielkiego pomieszczenia, gigant lodówka)i mnie wpychając, zamknął za mną drzwiczki i nie chciał ich otwórzyć. Zaczęłam walić w drzwi i w końcu je otworzył a ja się na niego rzuciłam ogładając go ścierką. Pokładał się ze śmiechu i ja też. Od razu zapomniałam, że Noel tam siedzi i szczerze, przestało mnie to już obchodzić, nawet to, że kiedy skończyli jeść, znowu zaczęli się gapić. Nawet informacja, że Noel się pytał Carmen(biedna musiała do nich iść, bo roznosiłyśmy warzywa i wróciła cała czerwona) czy ja mogę ich obsłużyć. A niech sobie pomarzy dureń jeden, ja jego? W życiu! Duffego i Damiana jeszcze jakoś zniosłam, ale nie ich! O nie!

Potem było rozdanie nagród, Mary-zwariowana babka, mówię wam, z nią to można się posikać ze śmiechu, ciągle kogoś obgaduje, a tekst w stylu "wyobrażasz sobie budzić się rano obok tego starucha? Facet brzydki jak noc, ale pewnie to czego nie ma na twarzy, to ma w spodniach" i zaczyna gustykulować, jakiej wielkości to on musialby mieć żeby ona z nim do łóżka poszła, a sama ma coś pod 50 ;), to norma. No ale wracając do nagród, Mary mnie wyciągneła i powiedziała, że sama to tak nie powinna stać jedyna kelnerka na sali. No to co tam, zostałam z nią. Najlepszy widok na miejsce w którym rozdawali nagrody.

-A wiec zaczniemy od nagrody dla najlepszego piłkarza w tym roku, zapowiadający się talent który pomoże nam zdobyć mistrzostwa... bla bla bla... NOEL MC BRIDE!!!

To dlatego on tam był, ale on? Myślałam, że wybuchnę śmiechem, przypomniało mi się, kiedy Trisha mi powiedziała, że Chris jest dużo lepszy w nogę niż Noel i wszystkie jej psiapsióły jej przytaknęły. To było rok temu, kiedy mi jeszcze na nim zależało. I co? Gdzie był dzisiaj Chris, a gdzie był Noel? Wiem, że to głupie, ale poczułam przez chwilę jakbym nad nią wygrała, jakby Noel był moją własnością, koniem na gonitwie któy wygrał z koniem Trishi(o jacie jak to zabrzmiało, bez skojarzeń proszę ;D)Muszę kupić dzisiejszą gazetę, będę mu dokuczać z MArion w szkole(będzie o tej całej imprezie i tych co dostali statuetki długi artykuł). No ale nie ważne, Noel wstał dumny z siebie, z tą słynną miną cwaniaka, który niby jest zaskoczyny, ale widać, że dumny jak paw. Patrzył mi w oczy, nie spuściłam ich, nie dam mu tej satysfakcji. Krzyczał do mnie tym wzrokiem "spójrz na mnie, nadal ci się nie podobam? nawet teraz?". Był piękny, przyznam, to dzikie piękno zawsze będzie mnie pociągać, tego nie zmienię. I przyznam, wyglądał o niebo lepiej w tym garniturze niż w tym ostatnim, na Promie. Z luźno rozpiętą koszulą, prostym, szytym jak na miarę czarnym garniturze z granatową podszewką. Ale to już nie było to, już nie było ciepła, nie było bicia serca, była tylko przyjemność patrzenia na niego. Nic więcej...

A potem facet gadał i gadał i gadał, a ja wróciłam do kuchni, pogadałam trochę z Brianem, Shoną, Carmen i Katie, a potem poszłam pomagać reszcie polerować sztućce. Kiedy już skończyłyśmy(facet był dopiero na samym początku swojego przemówienia...) wszystkie usiadły na zewnątrz, w kącie sali, w dinnig roomie którzy nie był używany do imprezy, ale było nas widać z nie którzych stolików(bo oddzielają te dwie części dwie kolumny i stół przytrzymujący temperature jedzenia, używany na weselach). Nudziło mi się trochę, więc poszłam szukać Shony i czegoś się napić. Siedziałą na blacie w kuchni i gadała z Brianem. Więc się dołonczyłam i siadłam obok niej. Musiałyśmy uważać, by nie śmiać się za głośno (a raczej Brian, ten to ma śmiech...), ale serio, nei dalo się. Kiedy zeszliśmy na tematu seksu za pieniądze i jak to jego kumpel (którego znam z widzenia, a Shona zna bardzo dobrze) wynajął sobie prostytukę w Amsterdamie. Nie chciał nam powiedzieć kto to, a jak nam powiedział, że to Kevin to mało nie spadłyśmy ze stołu. No ale potem nas babka wyrzuciła z tamtąd, bo myła podłogę. Więc w trójkę wyszliśmy do dziewczyn. Shona usiadła na ziemi, Brian się oparł tak, że nikt go nie widział, a ja na początku stanęłam z drugiej strony wnyki na ppodwójne drzwi do kuchni, ale nie kryjąca się główka Noela która naprężała szyję o tak, by mógł się na mnie gapić, spowodowała, że się delikatnie osunęłam na ziemię i tam zostałam. Ale potem musiałam wstać, bo dziewczyny latały w tą i z powrotem (a to do kibla, a to po komórkę, wiecie jak to jest kiedy człowiekowi się nudzi) a mnie już tyłek bolał. Więc stanęlam i zaczęłam gadać z Brianem. On wyjżał i spojrzał w tą samą stronę co ja "ty on się na ciebie gapi". Tylko się cicho roześmiałam, "bez kitu" pomyślałam. A jak już kiedyś pisałam, on nie za bardzo przepada za chłopakami z Brutenportu. Więc kiedy się roześmiałam, totalnie mnie zaskakując podszedł do mnie i mnie objął tak by Noel widział i popijając cole z butelki nachylił się i zaczął mi szeptać do ucha "dalej się gapi?" o nie, kochaś spuścił wzrok. A potem już się próbował z tym kryć, ale wiecie jaki jest Noel, zero wyczucia. Patrzylam się w jego stronę, a on pełen odwrót głowy z drugą stronę. Serio, czasami prześmieszny jest. Potem Brian nie wytrzymał tego pierdolenia i poszedl do baru na piwo(on już skończył pracę, czekał tylko na dziewczyny, żeby go odwiozły do domu). Na koniec kiedy sprzątałyśmy salę, robili zdjęcia tym co dostali nagrody. No i oczywiście Noel musiał mieć kilka fotek w gazecie, a ja już olałam te jego spojrzenia. Choć Shona mnie szturchała, to mi to już wisiało. Byłam zmęczona, on siedział cały wieczór na dupie, a ja pracowałam. Myślałam, że z Nikim, Brianem i resztą dziewcyn pójdziemy jeszcze do baru, ale wszyscy już byli za bardzo zmęczeni. Więc stanęliśmy na racepcji czekając na pieniądze. I Noel z Dulanem stanęli w wyjściu do baru (już po przynajmniej 2piwach), a Paddy stał nie daleko nawijając do jakiejś laski. Nawet nie raczyłam go spojrzeniem, ale on mnie zawołal, po imieniu, jakie to dziwne uczucie... żadko używał mojego imienia. Nic, zero reakcji z mojej strony. "Laleczko, nie masz ochoty na drinka ze mną, a potem może na coś więcej?", nie zdążyłam zareagować. Brian sporzał w jego stronę i mnie objął w pasie. Kochany Brian, niby drań, ale dla mnie przyjaciel, Noelowi mina zrzędła, Brian potrafi przemówić komuś czasem do rozumu. Nie zdejmował ramienia, aż do momentu w którym odebrałam pieniądze, i wyszliśmy wszyscy razem na dwór. A Noel stał potem razem z Paddym, patrząc na mnie tak jakoś dziwnie, niedowierzając i nic nie mówił. I dobrze mu tak. Jebać chama, niech przyjmnie do wiadomości, że nie jestem jego własnością.

 

16 stycznia 2005   Komentarze (1)

chealederka byłaby ze mnie niezła...

Mieliśmy dzisiaj wolny francuski i ja siadłam sama w ostaniej ławce w środkowym rzędzie. Wisiało mi to, że nikt obok mnie nie siedzi, zresztą, jedna lekcja bez nikogo to jeszcze nic wielkiego. Znudzona nie słuchałam co ta baba na zastępstwie pierdoli, czytałam podpisy na stolku których było nie wiele. W końcu nie przytomnie zaczęłam w kółko czytać ten sam podpis. "Debbie pismo" pomyślałam, ziewając(ziewałam co kilka sekund). I po chwili przeczytałam go bardziej przytomnie "Patrick Duffy is a ride", uśmiechnęłam się i roześmiałabym się, gdyby nie ta głucha cisza w klasie. A to tak, Debbie nam się bujnęła w Duffym... nie no ślicznie. No i znowu odpłynęłam i znowu bezmyślnie zaczęłam gapić się na ten podpis skrobiąc ręką coś w zeszycie kiedy przyszło mi do głowy hasło, po prostu genialne! Szkoda, że nie było wtedy nikogo komu mogłabym je przekazać.

"Patrick Duffy is a ride, we all love him, don't deny!!!"

Czyż nie świetne? Ale kurcze, nie miałam go już komu przekazać, bo ani Gemmy nie było, ani Catriny pod ręką(kłóciła się z Chrisem przez całą matmę-ostanią lekcje), ani AnneMarion. Heh szkoda, bo nikt inny nie zrozumiałby kawału. Szkoda...

14 stycznia 2005   Dodaj komentarz

Romeo&Juliet, w wykonaniu Polskiej ptaszyny...

To był numer. Mieliśmy na dzisiaj napisać essey o tym jakbyśmy wystawili scene z Romeo i Juli, ta podczas której Julia stoi na tarasie, a Romeo wyznaje jej miłość. Bułka z masłem, ale najciekawsza część, mieliśmy napisać kogo byśmy wybrali to roli Romea, Juli i Opiekunki/Pielęgniarki, nie wiem jak to jest po polsku, ale w oryginale to ona się zwie "The nurse" ;) No i dużo osób(no nie większość, ale dużo) napisało, że ja i Colm. Colma to nawet ja napisałam. Ale nie ważne. Gorman oprócz innych śmiesznych komentarzy, kiedy po raz kolejny Debbie przeczytała moje imie, Gorman uśmiechnął się do mnie, tym jego słynnym uśmiechem, świadczącym, że zaraz coś palnie i wszyscy zaczną się śmiać.

-Czyżby między wami coś było, o czym nie wiem? Coś ostatnio nie nadążam za plotkami.

Colm wielki uśmiech, on to z każdą laską by chciał. A kiedy wyszliśmy z klasy, ja jeszcze się zatrzymałam przed klasą by wymienić kilka zdań z Yvonne i dopiero wtedy się rozłąnczyłyśmy i ona poszła na Bussinnes a ja poszłam na Art. Nom i idę sobie, kompletnie zapominają o obstawie kaloryfera przy zakręcie w stronę Metal Worku(lewo) i w stronę Arto(w prawo). Zresztą już od dawna przestałam o tym myśleć. Aż dziw... Nom i idę sobie z głową w chmurach, z plecakiem na jednym ramieniu(ja mam plecak z ramieniem który idzie na ukos) i myślę o Bóg wie czym, kiedy Colm uśmiecha się do mnie bosko i mówi

"Och Juli, gdzież się podziewała, ma Julio?"

Ja zszokowana nie załapałam co się dzieje.

"Julio, miłości mojego życia"

"Och Romeo" Westchnęłam teatralnie. Objął mnie, te zazdrosne suczki zaczęłi mnie już przeklinać. Przepraszam, czy ja się z nim macam przy wszystkich?

"Nie potrafię już dłużej się kryć z mą miłością do ciebie!" COlm, jest cholernie dobrym aktorem, muszę przyznać.

"Romeo, jeszcze tylko jedna noc i jednen wschód słońca i będziemy razem, połąnczeni więzem małżeńskim!"

Spojrzałam na minę gangu Brutenporckiego, wszyscy mieli szczęki do ziemi i oczy jak spodki. A Noel... normalnie śliczną miał minkę, dochodzę do wniosku, że on na serio wolno myślący jest. Ale nie ma jak wygłupy w szkole, nawet jeśli Colm mnie kompletnie tym wszystkim zaskoczył, bo ja z nim nie gadałam od... wieków! I tu proszę! "Romeo, ach gdzie jesteś mój Romeo?!"

 

 

14 stycznia 2005   Dodaj komentarz

Lord knows he 'aint got a smarts...

Postanowiłam dzisiaj iść na trening kosza. Stanęłam w kolejce do sklepiku kupić sobie coś do picia przed treningiem i zobaczyłam, że Noel został w szkole. I nie tylko on. "Szlak by to trafił, też idą na trening" pomyślałam. Ale co tam, przebrałam się (gwizdy, olałam) i wyszłam na dwór. Chłopaki szturmem poszli za mną "nie no idą na trening" pomyślałam. Ale tamci przystanęli, Noel szedł za mną i gwizdał jakąś melodyjkę, spojrzałam w odbicie w oknie, wgapiał się we mnie jak sroka w gnat. Nagle usłyszałam odbijanie kilku par krorek o ziemię "Mc Bride gdzie leziesz! mamy trening" "no wiem, właśnei na niego idę" "trening nogi ciemnoto!". "A no tak, pamiętałem, że trening". I poszedł na boisko, ulżyło mi. Trening był spoko, chyba zacznę chodzić. Choć chodzą tylko chłopaki z 4roku(ale takie nieśmiałe ludki) i Done, Crocka córka.

Kiedy wracałam do szkoły(znowu sama, bo Done została z Crockiem), chłopaki też zaczęli wracać z boiska. No i ci Noela kumple którzy nie ćwiczyli i obstawili tylne wejście do szkoły(jak zwykle), klepali tych co wchodzili do szkoły po plecach, jak trenerzy po dobrym meczy "Well done lads". Idę przed Noelem (czemu zawsze tak musi być, że idę albo przed nim, albo za nim?) i wchodzę do szkoły.

-There comes Mc Bride, our star of...

Czyli "Idzie Mc Bride, gwiazda dzisiejszego..."

Tonem dumnego trenera, i zauważyli mnie.

-O lalka Noela! Mamy także maskotkę drużyny!

Noel zdążył już wejść za mną i usłyszał ten komentarz, oj już sobie wyobrażam jego złośliwy uśmiech. Zaczął wydwać odłosy jakgdyby się spuszczał na mój widok, Hannah właśnie przechodziła więc się do niej przyłąnczyłam, ale ten nadal się darł na pół szkoły, Hannah potem mi opowiadziała to co i tak wiedziałam. Noel udwawał, że dostaje orgazmu na mój widok. Kiedyś tego debila, chama, drania... na serio, kiedy mi nerwy puszczą, na jego życzenie, opierdolę go tak, że się nie pozbiera i będzię musiał zapisać na terapię grupową. Bo chyba tego właśnie chce, bym go zjechała jak psa, masochsita pierdolony.

No ale potem mi Adi poprawił humorek bo zauważyłam, że dostałam od niego smska. Nie ma to jak przyjaciel...

13 stycznia 2005   Komentarze (1)

takie widoczki.... kochana, jestem na tak!...

Jak już pisałam, byłam cholernie znudzona. Postanowiłam sama iść się przejść, z nadzieją, że wpadnę na AnneMArion lub kogoś i zacznie się kolejna rozmowa. Spojrzałam na Catrionę stojącą przed męską toaletą. Przypomniało mi się, że chłopaki mieli trening dzisiaj, bo wczoraj lało i choć ci idioci się przebrali to Gorman skomentował to tylko tak "chcecie mnie zabić? proszę bardzo, możecie popełnić grupowe samobójstwo ja nigdzie nie idę" i miał rację... 120mil na godzine, cholera, to jest prędkość. Ale dzisiaj po porannej wichurze, podczas lunchu wyszło słoneczko(i tak tylko na godzinke). Catriona stała tam, z oczkami bazyliszki która jest bliska złapania swojej ofiary.

-Co ty r...

-Ciiii...

No to, się zamknęłam. Zaczęłyśmy się przysłuchiwać.

-3...2...1... teraz!

Popchnęła drzwi. Chłopaków wryło, Duffy który był bez koszulki zakrył się udając kobietę, wiecie, jedno ramię na piersi, drugie na... na dole. Oczy obie miałyśmy jak spodki. Noel stał w... w... Boże znowu dostaję ślinotoku, w... w samych bokserkach. Nigdy nie zrozumiem tego, jak oni mogę się przy sobie przebierać, ja w strinach i staniku nie umiałabym latać po łazience, np. właśnie dla tego gdyby ktoś otworzył nagle drzwi. Ale Noel... w samych bokserkach... przebił Benniego bez koszuli. NA serio... kurcze... choć nie ma dużego nosa to jednak... hmm... że tak powiem, nie kłamał kiedy nawijał jakiego to on ma ogiera. Bo wiecie, ja jak facet, od razu się patrzę tam gdzie trzeba, nie tracę czasu, hehe. Z Catriną zaczęłyśmy gwizdać, Catrina na palcach(ja tak nie umiem!!! nie sprawiedliwe!), a ja normalnie.

-Wy świntuchy, nie wolno podglądać przebierające się panienki!

Duffy potrzedł gejeowskim krokiem nawijając jak panienka, i zamknął nam drzwi przed nosem. Noel jak stał tak stał, ten to ma wolne refleksy czasem. A my się głośno śmiejąc(pokładając raczej) odturlałyśmy się do Anne MArion której to przekazałyśmy. Gdy ta się dowiedziała, że Bennie lata bez koszuli(ma na jego punkcie świra, choć to chłopak jej naj naj naj przyjaciółki ;) ) popędziła w stronę łazienek, ale na nieszczęście po tym incydencie przyspieszyli to przebieranie. I znowu nie miałam nic do roboty, to znaczy gadałam z AnneMarion, a potem poszłam z Michelle(kumpela Marion no i moja też) to Art roomu. A potem to już zleciał jakoś ten dzień, trochę mi brakuje Gemmy... No i na nagiego, no dobra, prawie, że nagiego Noela też by się chciało jeszcze popatrzeć. JEstem okropna, ale co wy byście powiedziały na taki widoczek? Nie wiem, czy byście odmówiły, hehe.

12 stycznia 2005   Komentarze (2)
< 1 2 3 4 >
Czarna-roza | Blogi